Sexworking w Polsce i jego kulisy. "To jest coś, co lubię"

Sexworking w Polsce i jego kulisy. "To jest coś, co lubię"

Mamy XXI wiek. Wiek, w którym technologia, ta nowoczesna, jest dostępna niemalże na wyciągnięcie ręki. Podobnie połączenie z internetem, zakupy online. Mamy do tego łatwy dostęp. I jak się okazuje, od jakiegoś czasu coraz częściej podczas rozmów o zarabianiu online, pada słowo "Sexworking". Co to takiego? Udało mi się porozmawiać z młodą dziewczyną z Polski, która zarabia właśnie jako sexworkerka - całkowicie online. Dodam, że nie jest to tekst, w którym będę pisał, czy to jest dobre, czy też nie. Nie ma tu miejsca na ocenianie. To tekst o tym, jak to wszystko wygląda "od kulis".

Usłyszałem kiedyś, że seks jest obecny dosłownie wszędzie. Takie mamy czasy i jest to naturalne, że dostęp do treści "XXX" jest o wiele łatwiejszy niż dawniej, kiedy to trzeba było kupować płytki albo kasety. No kto teraz kupuje filmy dla dorosłych? Przed seksem nie uciekniemy.

Popyt na seks też był od dawien dawna wysoki. Wzbudza ten temat wielkie zainteresowanie, podnieca, ale dla wielu jest też tematem tabu. Ludzie na całym świecie chętnie płacą pieniądze za seks z prostytutkami, za loda w aucie czy zwykłą minetkę. Przecież są do tego nawet specjalne portale z ogłoszeniami. To nic nowego i wstrząsającego.

Od jakiegoś czasu coraz popularniejsze jest jednak słowo "Sexworking online". Na świecie przybywa dziewczyn, które nie mają fizycznego kontaktu z klientami, ale zarabiają niejednokrotnie znacznie większe pieniądze. Nie uprawiają seksu za pieniądze, zapłatę otrzymują za dostęp do swoich treści, że tak napiszę, Premium. Jak to działa? Za ustaloną kwotę możemy odblokować sobie dostęp do setek nagich zdjęć czy też amatorskich nagrań w dobrej jakości - również oczywiście bez ubrań. Są też tzw. "napiwki", dodatkowe treści do odblokowania i inne. Zapłacić trzeba najczęściej w dolarach - na miesiąc, na trzy, pół roku, a nawet na cały rok.

Jednym z serwisów, na którym zauważyć można coraz więcej także dziewczyn z Polski, ale i samych użytkowników, jest OnlyFans. Za Wikipedią: OnlyFans to brytyjska usługa subskrypcji treści z siedzibą w Londynie. Twórcy treści mogą zarabiać pieniądze na użytkownikach, którzy subskrybują ich treści - „fanach”. Serwis powstał w 2016 roku i można go nazwać takim "Facebookiem bez cenzury i limitów". Twórcą stronki jest Erika Heidewald. Na OnlyFans wielu użytkowników chwali sobie możliwość wymiany wiadomości z osobami, u których płacą za subskrypcję. Dodam, że w serwisie konta mają zarówno osoby znane - np. aktorki i aktorzy filmów dla dorosłych, ale także artyści, modelki czy muzycy, którzy nie wrzucają nagich treści, a chcą prezentować swoim fanom treści "ekstra". Według serwisu, jakieś 60 procent wszystkich twórców publikuje materiały "+18".

I to właśnie tam, na OF, od jakiegoś czasu obecna jest młoda dziewczyna, z którą udało mi się porozmawiać. "PolishBlondie", bo tak się właśnie przedstawia, opowiedziała mi, jak wygląda praca sexworkerki online na takiej platformie. Jak to wszystko się zaczęło u tej sympatycznej 23-latki?

- W moim przypadku, jak w przypadku myślę większości dziewczyn, które decydują się na założenie OnlyFans'a, jest to po prostu coś spontanicznego, spontaniczna decyzja. Jeszcze do marca tego roku nie wiedziałam w ogóle, że coś takiego jak OnlyFans czy portale tego typu istnieją. Byłam w szoku, jak się dowiedziałam, że coś takiego jest

- wyjaśnia mi "PolishBlondie", która na wspomnianym serwisie prowadzi dwa konta: darmowe i "Premium", za 14,99 dolara, choć czasami są promocje dla określonej liczby nowych subskrybentów.

- Pewnie jakbym wiedziała wcześniej, że coś takiego jest, to już dawno bym zaczęła

- dodaje moja rozmówczyni.

Sexworking w Polsce i jego kulisy. "To jest coś, co lubię"
fot. PolishBlondie

Wszystkiego dowiedziała się od swojego kolegi ze Stanów Zjednoczonych, który aktualnie już mieszka w Polsce. - Jednak w Stanach jest to bardziej popularne niż tutaj. A on, wiedząc, jaki mam charakter, jak się zapatruję na sprawy związane z seksem i tak dalej, po prostu spytał, czemu ja takiego czegoś nie prowadzę. No i faktycznie dopiero zaczęłam sprawdzać, co to takiego jest ten OnlyFans, trochę o tym poczytałam, trochę poobserwowałam dziewczyny, które to robią i sama zaczęłam - słyszę.

Jak wyglądały na początki kwestie finansowe z portalu?

- Na pewno na początku nie było tak jakoś super, jeśli chodzi o te zarobki. Ja też miałam cięższy start, gdyż nie prowadziłam żadnych mediów społecznościowych typu Instagram, Twitter, więc musiałam zaczynać totalnie od zera. Zaczęłam w maju. Do tego musiałam dokładnie "ogarnąć", jak działa OnlyFans. Jeszcze w maju i w czerwcu jakoś te zarobki moje nie powalały, aczkolwiek nie były jakoś bardzo złe. Od lipca zaczęły być naprawdę fajne, na tyle fajne, że mogłabym utrzymać się tylko z tego, co zarabiam na OnlyFans, z niczego innego i spokojnie byłoby mnie stać na prowadzenie fajnego życia

- opowiada dalej "PolishBlondie".

Długonoga śliczna blondynka z rewelacyjnym ciałem mówi, że to jest też coś, co lubi.

- To nie jest tak, że to jest jakaś moja praca, że ja się do tego zmuszam, żeby zrobić pieniądze. Prowadzenie OnlyFans'a mi się naprawdę podoba. Lubię być modelką, lubię jak ktoś mi robi zdjęcia. Lubię ładne, estetyczne zdjęcia. Ja do zdjęć przywiązuję dużą wagę. Oprócz takich selfie, lubię przemyślane fajne zdjęcia w fajnych miejscach, bo też takie lubię oglądać. Także lubię to, nie krępuję się, nigdy się nie krępowałam rozmawiać o seksie czy nagrywać to, czy cokolwiek innego. Dla mnie to jest coś, co mi się podoba. Nie zmuszam się do tego, przy czym są to naprawdę fajne pieniądze, z których można sobie naprawdę fajnie żyć. Ja i tak nie zarabiam jeszcze tak, jak potrafią zarabiać dziewczyny, które są już trochę dłużej i które mają większą audiencję  na to. Naprawdę, to potrafią być tak dobre pieniądze, że "wow".

Według mojej rozmówczyni, polski rynek OnlyFans nie jest jeszcze tak popularny, on się będzie rozwijał i będzie coraz lepiej dla osób, które to robią. - Myślę, że jak ktoś jest otwarty, nie wstydzi się swojego ciała, nie wstydzi się, co ludzie o nim pomyślą, że znajomi zobaczą czy rodzina, to jest to naprawdę fajne dodatkowe zajęcie lub może być ono głównym zajęciem, które ktoś wykonuje, jeśli ma ochotę - mówi.

Sexworking w Polsce i jego kulisy. "To jest coś, co lubię"
fot. PolishBlondie

"PolishBlondie" wyjaśnia, że ogólnie kwestia zarobków w tym serwisie, to kwestia mocno indywidualna i zależy też od tego, jaką dziewczyna obierze strategię.

- Można zarabiać na subskrypcjach, na prywatnych wiadomościach, jakiś robionych na zamówienie filmikach czy zdjęciach. Na to, ile zarabiamy, składają się właśnie te rzeczy i to jest wydaje mi się mocno indywidualne. Faceci też dają napiwki dziewczynom

- słyszę.

Jak "PolishBlondie" reaguje na wiadomości od swoich fanów?

- Pozytywnie. Po to też robię, żeby była ta interakcja ze strony ludzi, którzy mnie obserwują. I to jest fajne, jeśli do mnie piszą i wyrażają opinię, bo wiem wtedy, czy ludziom się podoba to, co robię, czy się nie podoba. Wolę jak do mnie faktycznie napiszą, co myślą, jaka jest ich opinia, co mogłabym zmienić, bo to też jest ważne, żebym ja się mogła rozwijać i widzieć na co jest popyt, co jest fajne, a co niefajne, na czym się powinnam skupić, na czym nie.

- Wiadomo, jeśli dostaję wiadomości "Spotkasz się ze mną?" i tak dalej, to po prostu odpisuję, że nie i tyle, gdyż się nie spotykam, wydaje mi się jak większość dziewczyn, które robią OnlyFans. No ale jak ktoś jest dla mnie w porządku, ja też jestem dla niego jak najbardziej w porządku. Jak ktoś jest dla mnie miły, sympatyczny, jak możemy sobie porozmawiać, to czemu nie. Lubię zawierać znajomości, które coś wnoszą, z ludźmi, od których mogę się czegoś ciekawego dowiedzieć, więc to jest fajne - kończy urocza blondynka, która w OnlyFans ma na "płatnym" koncie ponad 200 zdjęć i 100 filmów. Subskrypcję można wykupić u niej na miesiąc, trzy miesiące czy pół roku.

Pieniądze jako sexworkerka online można zarabiać też na tak zwanych "kamerkach", strony typu Chaturbate, CamWhores czy ShowUp.
Moja koleżanka z pewnego dużego miasta, pisała mi niegdyś ciekawostki na temat tej ostatniej strony, ShowUp.

Mówiła, że głównie są tam dziewczyny, które są aktywne każdego dnia albo parę razy o jakiś godzinach i one zarabiają spore pieniądze, takie dzienne sumy jak się dowiedziałem, to 500 zł - tysiąc.
Niektóre dziewczyny robią ukryte transmisje na żywo, ale ogólnie z dużą widownią, potrafią zarobić dziennie powyżej tysiąca złotych. Przed kamerką dziewczyna się rozbiera, a widzowie płacą za to, co chcieliby zobaczyć w "trybie rzeczywistym" - są odpowiednie cenniki z napiwkami. Jeśli przekroczony zostanie jakiś określony próg, dziewczyna wykonuje daną, wskazaną przez siebie czynność, oczywiście erotyczną.

Jedną z gwiazd polskiego sexworkingu jest Bunny Marthy. Można ją zobaczyć na Chaturbate.

- Jak streamowałam na polskiej platformie, to wystarczyło właściwie tylko siedzieć. Ludzie i tak wykupowali czaty prywatne. Chaturbate wymaga zaangażowania, mówienia, ruszania się, bycia dla odbiorców. Teraz jestem już na wysokim pułapie i jest łatwiej, ale początki były trudne

- mówiła Marta w rozmowie z Karoliną Rogalską, dziennikarką Onetu w serwisie Noizz.

Sexworking w Polsce i jego kulisy. "To jest coś, co lubię"
fot. Instagram Bunny Marthy

- Dla każdej dziewczyny intensywny dzień pracy będzie czymś innym. Ja jestem osobą, która potrafi dojść wiele razy. Jakieś 90 procent moich orgazmów na streamie jest prawdziwych. Muszę się na nich skupić. A zdarza się, że ktoś z tak zwanego „tip menu” (czyli rozpiski za ile żetonów, wykona się daną czynność) wybiera tylko orgazmy i tipuje tyle, że muszę ich mieć pięć z rzędu. Każdy kolejny jest trudniejszy do osiągnięcia i czasem dochodzi do sytuacji, że muszę udawać, ale tak by to było realistyczne. A to jeszcze bardziej męczące

- mówiła w wywiadzie z Noizz Bunny Marthy. Na Instagramie obserwuje Martę 43 tysiące ludzi. Co ciekawe, ma też konto na YouTube, gdzie subuje ją niemalże kolejne 100 tysięcy osób. Do tego prowadzi bloga "Świat camgirl" o "tematyce krążącej dookoła erotyki, pracy na kamerkach i rozwoju". Marta zdobyła nagrodę "Xbiz 2020".

Sexworking w Polsce i jego kulisy. "To jest coś, co lubię"
fot. Instagram Bunny Marthy


To dodatkowo założycielka Yeabunny. Według opisu: "Jesteśmy pierwszą w Polsce legalnie działającą spółką wspierającą camgirls. Profesjonalnie zajmujemy się wdrożeniem dziewczyn do streamingu przeprowadzając szkolenia i odpowiadając na wszystkie pytania. Po naszej stronie leży wspieranie w rozwoju, zwiększanie przychodów, zdjęcia, wideo, grafiki i pomoc PR’owa. W branży streamingu dla dorosłych jesteśmy od 5 lat, od lat też pracujemy z ludźmi i pomagamy im rozwijać zarówno siebie jak i ich produkty".


Patryk Witczuk

Komentarze

Publikowanie komentarza

MOJE SOCIAL MEDIA

INSTAGRAM