sierpnia 20, 2017

A Ty - jak wspominasz swoje dotychczasowe życie? Zwierzenia Czytelniczki

A Ty - jak wspominasz swoje dotychczasowe życie? Zwierzenia Czytelniczki

Wiadomo, że czasy dzieciństwa zostają w naszych głowach na lata. Wspominamy, śmiejemy się, tęsknimy często za tym, co było. I co nie wróci. Jednak czasami czujemy strach i smutek. W tym tygodniu napisała do mnie dziewczyna, lat 21, przedstawiła się jako "M - żywa blond istota o dobrym, ale i smutnym sercu". Oczywiście chce pozostać anonimowa. To właśnie jej historią się zajmę.

"Kochamy Cię, ale Cię tu nie chcemy"

Mama, tata, dzieci - kochająca się rodzina. Dziewczyna, która do mnie napisała, ma z dzieciństwa lepsze wspomnienia związane z ojczymem, niż z własnym ojcem. Zauważcie, że to nie jest jakiś odosobniony przypadek, jakaś rzadkość zupełna. Nie. Tak właśnie dzieje się w wielu rodzinach. Ojciec nie nadaje się na wychowywanie dzieci, nie ma szacunku do swojej partnerki, z którą ma te dzieci. Dziewczyna imieniem "M", pewnego dnia, co zresztą przeczytacie poniżej, powiedziała ojcu prosto w oczy słowa: "My Cię kochamy, ale my Cię tu nie chcemy". Ojciec nie był dobrym ojcem: kłótnie, furia, ataki szału. W ten sposób, po tych słowach, wszystko się zmieniło. I było też tak, jak to często w Polsce bywa - matka samotnie wychowująca dzieci, bo chłop znowu nie ogarniał pewnych kwestii, nie umiał lub nie chciał się zmienić. A pamiętajmy, że rodzina, posiadanie rodziny, to nie jest drobnostka, do tego trzeba dojrzeć, dorosnąć. To smutne, ale kurczę, taka jest coraz częstsza rzeczywistość w wielu domach, tylko, że się o tym zbyt wiele nie mówi, jest cisza. Jak się niestety okazuje, to nie były jedyne mroczne wspomnienia Czytelniczki. Przez jej historię "przeszedłem" wnikliwie, nie chciałbym się znaleźć w jej skórze. Dalsze części wiadomości, publikowane za zgodą samej autorki, znajdować się będą niżej, po moim komentarzu.
Wracając do początku historii "M", jej mama poznała innego mężczyznę po tym wszystkim, jak się okazało zupełnie innego, lepszego człowieka.

Pamiętam jak dziś miałam 7 może 8 lat, byłam po szkole wtedy jeszcze ze sportem nie miałam nic wspolnego... Zaczynałam wtedy na prawde bardzo dobre dzieciństwo, mama nowy partner mamy przy Nim czułam się tak jak córka powinna się czuć przy tacie, zdarzało mi się nawet powiedzieć proste słowo tata. Widzę wesołe miasteczko z siostra i własnie z ojczymem i mamą, widze przede wszytskim szczęsliwa mame, partner był na prawde zakochany do dnia dzisiejszego moja mama to miłośc jego życia. Pan P moj ojczym, moj tata! ma dziś koło 50 lat i od dnia odejścia mamy od niego nie miał na drodze kolejnej kobiety a z moja mamą był bardzo długo... 

Moj prawdziwy ojciec, zniknął z domu po grze z rodzeństwem,  a wiec siedzieliśmy za kanapą i graliśmy w papier, kamień, nożyce - co dalej przegrałam niestety... wiec moim zadaniem było pójść do ojca, wiec tak tez zrobiłam ojciec zabrał mnie na kolana a ja mu prosto w oczy powiedziałam słowa: ' MY CIE KOCHAMY, ALE MY CIE TU NIE CHCEMY'  i wtedy nasze życie obróciło się o 180stopni na lepsze, brak kłotni w domu brak furii no i mama zaczęła zyć!  Mama jako mama na prawdę anioł nie kobieta, 5 dzieci na karku a dawała samotnie rade przez jakis czas bo potem poznała Pana P o którym wcześniej mowa.  Mama zawsze była dla Nas jak przyjaciółka, koleżanka ale przede wszytskim jako troskliwa mama , niezależnie czy wychodziliśmy do sklepu gdzie  z okna było Nas widać, czy do szkoły czy nawet na plac zabaw, zawsze słyszeliśmy przed wyjściem słowa: ' Daj znać o której będziesz, uwaząj na siebie, uważaj na ulicy, kocham Cie' te słowa słyszałam czasem nawet po 10 razy dziennie ale nie słysząc ich nie byłoby to samo.

"Moja głowa wtedy myślała głównie o tym, że nie przeżyję..."

Doszło właśnie do czegoś znacznie gorszego. Ja, Ty i ktoś inny, też nigdy nie zapomnielibyśmy takiego koszmarnego zdarzenia. Dziewczyna, która napisała do mnie maila, w dalszej części wiadomości, pisze o czymś, co od razu budzi konsternację i poruszenie. Trafiła na pedofila. I mimo, iż nie zaufała obcemu mężczyźnie kulejącemu na nogę, to i tak została zaatakowana. Nikt nie pomógł, choć była ku temu okazja. Typowa ludzka znieczulica. Dzięki starszemu mężczyźnie, który wszedł do kamienicy, uniknęła śmierci. Wcześniej została dźgnięta nożem. I teraz postawcie się w sytuacji takiej małej dziewczynki, bezbronnej. Każdy gwałt wymaga potępienia, każde przestępstwo kary. Ale nie ukrywajmy - sprawy dotyczące dzieci, wywołują najwięcej emocji. A pedofile są wszędzie. Nawet w moim Szczecinku w kwietniu było głośno w całym kraju o pedofilu, który wywiózł 9-latkę do lasu i tam zgwałcił (czytaj tutaj). Ale w historii mojej Czytelniczki, jest właśnie poruszająca także ta obojętność. Ktoś widział, nie zrobił zaś nic. Nie będę tutaj pisał, że wina jest po stronie tych koleżanek, które z autorką maila wówczas były, że nie pomogły. To były równie młode dziewczynki, dzieci. Nie zapominajmy o tym. Ty byś nie był/a wystraszony/a? No właśnie. Jak się okazuje, wyrok, jaki otrzymał ten obrzydliwy zboczeniec, był wręcz, delikatnie mówiąc, żałosny. Czy tak to powinno wyglądać? Dlaczego policja ma tak wiele spraw zupełnie z tyłu głowy, a wyroki sądów są niegodne? To wiele pytań, a tak niewiele odpowiedzi. Nie mamy wpływu na wiele aspektów, bo są przecież równi i równiejsi. To też raczej zmianie nie ulegnie. A jak czytałem zwierzenia tej biednej, tak mocno dotkniętej przez los dziewczyny. Ona tego nie zapomni nigdy. Nam jest łatwo mówić, pisać, oceniać innych bez powodu. Bo jak człowieka coś nie dotknie, to ma, za przeproszeniem, wszystko w dupie. Przykro mi to pisać, ale ludzie już tacy są. Dopiero jak sprawa dotyczy bezpośrednio nas, otwierają nam się oczy.

Te dni na prawde były dniami które zapisały mi się w pamięci bardzo głęboko bo sa na prawde fantastyczne, ale gdzieś głębiej widzę sytuacje  gdy jestem po szkole, tramwaje jeżdza  jest kolo 15  a ja jak zwykle z koleżankami chodze po chodniku przy kamienicy gdzie mieszkam, chodzimy tam i z powrotem rozmawiamy siadamy na schodach od piekarni, i znowu chodzimy aż za chwile podchodzi do Nas mężczyzna o brazowych włosach, kulejący na noge, z plecakiem i w okularach i wypowiada słowa do 7 latek:
 ' chcecie zarobić ?'  oczywiście My 3 odpowiedziałyśmy proste słowo 'NIE!'  i poszłyśmy dalej , ale to nic nie zmieniło On tam stał i sie patrzył, chodziłyśmy już wtedy na przeciwko kamienicy gdzie mieszkam bo na drugiej ulicy mieszkała druga koleżanka, i tak chodziłyśmy, chodziłyśmy ale nadal nie dawało mi to spokoju więc powiedziałam koleżanką: ' Vio chodzmy do Ciebie bo On sie ciagle patrzy'  więc tak też zrobiłyśmy wchodzimy do klatki ale nagle ktoś krzyczy: ' otwórzcie! szukam sprzątaczki'  ale ja do koleżanek krzyczałam: ' to On, pchajcie drzwi,pchajcie!'  ale nie dałyśmy rade wszystkie 3 upadłyśmy nagle na podłogę...  i od tego zaczęło się wszystko, złapał Vio a ja i Iz nie mogłyśmy nic zrobić, kopałyśmy, plułyśmy, krzyczałyśmy ale nikt nie pomógł aż puścił Vio i chciałyśmy uciekać ale niestety mnie się nie udało, złapał mnie ciągnął do piwnicy a ja ? ja krzyczałam i wtedy zobaczyłam Panią która otwiera drzwi ale tylko zobaczyła i zamknęła drzwi a koszmar nadal się ciągnął, zamykał mi usta a ja ? ja go gryzłam i plułam, aż w końcu bylismy już prawie w piwnicy ale już tam zaczał mnie rozbierac, szarpać i przycinać ciuchy nożem ja nadal krzyczałam, zastanawiałam się wtedy co ze mną będzie, gdzie jest Vio i Iz przecież mój dom jest rzut beretem, przecież mogly krzyczeć do okna by moja mama wyszła,moja głowa wtedy myslała głownie o tym, że nie przezyje...  a moja głowa moje ciało było dotykane nadal przez niego On się rozbierał ja nadal krzyczałam nagle dźgnął mnie nożem w prawe biodro krew była ale na szczęście nic poważnego,  aż nagle do kamienicy wszedł starszy Pan, który prawdopodobnie uratował mnie od zgwałcenia i smierci ...  

Sprawca uciekł, a ja naga przez ulice szłam do domu nie płacząc w głową w dół zamknięta w sobie, aż doszłam do drzwi swojego domu i wiecie co dalej ?  pukałam taka naga do własnych drzwi, mama przerażona ja zakrwawiona, rozszarpana, sina na twarzy, weszłam do domu ale przez dobre 30 min nie potrafiłam wydusić od siebie ani słowa, zastanawiałam sie nadal w głowie co ze mną bedzie, nie chce żyć, co się stalo gdzie koleżanki ktore powinny mi pomóc... aż wydusiłam wszytsko mama. Mama wybiegła bo tuz obok co najlepsze stała policja tzw.:' tajniaki' ,  ale wiecie co jest najlepsze Oni nie pomogli powiedzieli slowa: ' szukamy narkotyków prosze dzwonić na policje' ..  Moja mama poczuła się bezradna,przecież córce stała się krzywda to było w głowie mojej mamy, policja przez telefon powiedziała, że zaraz będą by dowiedzieć się wiecej informacji. Moja mama nie mogla tak czekać więc mama z ojczymem zabrali sprawe we własne rece, pamietam, że brat T był również przy tej sprawie, A wiec kazali mi wsiąśc do samochodu bo tylko ja wiedziałam jak On wygląda i tak we 4 szukaliśmy go po mieście jeździliśmy tam i z powrotem a ja ? ja ciagle gdzieś patrzyłam chciałam by został złapany ale byłam ciągle w innym świecie, ciągle myślałam że lepiej byłoby nie zyć...  aż nagle go zobaczylam! krzyknęłam w smaochodzie: ' to ON! mamo to ON! CO TERAZ?! MAMO!'. Moj ojczym nagle powiedział: ' Mam plan, Mo daj mi papierosa'  moja mama przerażona że i ojczymowi się coś stanie ale zacisnęła zeby i wiedziala, że musi być razem ze mną silna, aż ojczym wysiadł z samochodu , niby biorąc coś z bagażnika nagle podszedł do sprawcy i wtedy to się stało wtedy został złapany wyrywał się, kopał wtedy pomyślałam ' może w końcu poczuł się jak ja'  na szczescie by też brat który pobiegł na policje bo policja była wtedy z minute od tego gdzie go złapaliśmy... tak zakończyła sie cała historia za pewne pomyślisz/pomyślicie ale niestety nie. Ten dzień zmienił mnie, zmienił moje dzeciństwo i całe myślenie. 

"Niech się Pani cieszy, to pierwszy taki wyrok w Polsce"

Wcześniej właśnie wspominałem o wyroku, jaki otrzymał pedofil. To jest czysty śmiech na sali. Jak inaczej nazwać wyrok - zakaz zbliżania się?
A sędzia jeszcze mówi: "Niech się Pani cieszy, to pierwszy taki wyrok w Polsce". Brak mi słów. Ta dziewczyna cały czas cierpiała. Cierpiała psychicznie, miała uraz, który tkwił cały czas w jej głowie. Tak jest często. Coś złego, co się niegdyś wydarzyło w naszym życiu, zawsze w nas będzie. Będzie strach, mniejsze zaufanie do drugiego człowieka. I sztuką tak naprawdę jest nauczyć się z tym wszystkim żyć. Nie zapomnieć, a nauczyć się żyć i cieszyć jak najwięcej. Wiem, że mówi się to łatwo, ale każda inna droga jest drogą złą. Pamiętajmy jednak, że dziecko, ludzie młodzi, reagują po prostu inaczej. Tak samo, każdy z nas jest inny, inaczej znosimy różne życiowe sytuacje. Dziewczyna, która się ze mną skontaktowała, dała radę również dzięki swojej mamie, która dbała o nią, kochała, chciała sprawiedliwości. Prawdziwie kochający rodzic. Co jak zawsze w Polsce często się powtarza: Psycholog nie robi nic. Nie podchodzi do każdego indywidualnie, ma po prostu oklepane regułki i do każdego podchodzi tak samo. A powiedzmy sobie szczerze: tak przecież być nie powinno. Każdy przypadek powinien być traktowany osobno. No cóż. Jest, jak jest. Na to też nie mamy zbyt dużego wpływu. Jesteśmy tylko zwykłymi obywatelami.
Dziewczyna imieniem "M", otwarcie przyznała, że jej psycholog nie pomógł. Znacie to skądś, prawda? No właśnie.

Jeździłam przez kilka miesięcy do jakiegoś niebieskiego kolorowego pokoju by mówić co chwile jedno i to samo, ciągle wracając do tego wydarzenia a głowa ciągle mówiła jak to boli. No ale cóż gdzies tam w myslach też myślałam co by się stało jakby go nie złapali , jakby zrobił innej dziewczynce taka samą krzywde ... No i pewnego dnia była rozprawa co między tymi wydarzeniami działo się w mojej głowie nie pamiętam, pamietam tylko, że nie chciałam sie nikomu pokazywać nie wychodziłam z domu, do toalety wychodziłam wtedy jak słyszałam, że wszyscy siedzą w salonie by nie patrzec na nikogo bo czułam obrzydzenie do samej siebie a miałam zaledwie 7,8 lat ... nie chodziłam do szkoły, nie uczyłam się ale dyrektor szkoły to rozumiała i tak przez 4 miesiące ... aż doszło do rozprawy co tam się działo wiem tylko urywkami - usłyszałam tylko od mamy: 'możesz być spokojna, siedzi w więzieniu' i tak przez rok temat się i tak ciągnal bo to tu ludzie pytali, bo i telewizja była bo i gazeta chciała wiedzieć i tak wyszedł artykuł o wydarzeniu tyle, że z kłamstwami bo mama chciała mnie chronic.  Tak chciała mnie chronić że mnie oszukiwała po rozprawie dobre 7 miesięcy, zapytacie w jaki sposób ?  a więc cała prawda jest taka, rodzice sprawcy chcieli zapłacić mojej mamie aż 20 000tys zł za to by rozprawa się nie odbyła ale wiecie jak to jest jesli mama by to wzieł to po prostu by mnie sprzedała wiec było logiczne to, że po prostu odmówiła, co dalej a więć sprawca siedział ale ledwo 72h i to w areszcie, a na rozprawie DOSTAŁ NIEZBLIŻANIE SIĘ DO MNIE a sędzia powiedział słowa do mojej mamy: ' niech się Pani cieszy to pierwszy taki wyrok w Polsce'  a sprawca na pytanie dlaczego tak postapił odpowiedział: 'bo ja lubie małe brzuszki' , czytając to wszytsko po tylu miesiącach z akt sprawy wiecie co się stało ? znowu się zamknęłam na ludzi na zycie ale nie miałam o to pretensji do mamy czy rodziny, że nie powiedzieli mi prawdy , wiem że chcieli mnie chronic i dać mi zyć.  Wiecie co, wtedy moje zycie staneło pod znakiem zapytania co ze mna będzie ciągłe wizyty u psychologa który mówił do mnie jak książka ale chodziłam bo niby pomagał, gówno a nie pomagał ... Pamietam jak wrocilam do szkoły, wtedy wsyzscy znowu pytali, nauczycielki podchodziły i pytały czy wsyztsko okej, ja jak ja szara myszka siedziałam zawsze w ostatniej ławce przy scianie.  Wtedy po powrocie pierwszy raz usłyszałam słowa przepraszam od Vio i Iz , wtedy usłyszałam że Iz chciała pobiec do swojego domu do mamy a Vio poleciała z nią ale było to dla mnie sytuacja nie do zrozumiania bo przecież moj dom, moje mieszkanie było na przeciwko kamienicy gdzie się wszystko stało ..  ale powiedzmy, że im wybaczyłam.  Więc wrociłam do szkoły wydawało się, że jest wsyztsko ok mimo, że wszyscy codziennie pytali, szkolny psycholog ze mna rozmawiał ktory też nie pomagał a pogarszał sytuacje, aż pewnego dnia lekcja jezyka angielskiego, nagła zmiana nauczyciela i co ja widzę ?  Widze mężczyzne, który kuleje, nosi okulary, ma brazowe włosy i co najgorsze ciagle na mnie patrzy, krzyknęłam i uciekłam z lekcji - od tamtego wydarzenia nie chodzilam na angielski miałam do tego języka wstręt. Mama pojawiła się w mig w skzole, poszłyśmy do derektorki w tej spawie by zmienic nauczyciela ale dyrektorka powiedziała tylko: 'każdy nauczyciel jest sprawdzany czy jest karany' ale co mi z tych słów  ja się znowu bałam!   

"Zaczęłam wierzyć w siebie"

Później autorka wiadomości powoli dochodziła do siebie, ponownie duża w tym zasługa jej mamy, która uświadomiła jej kilka kwestii, "M" zrozumiała, że świat nie jest kolorowy. Zaczęła chodzić na treningi akrobatyki. Później zapisała się po kolejnych latach na taniec. Ta dziewczyna zaczęła w siebie na nowo wierzyć, na nowo tak naprawdę żyć. Poznawała nowe, dobre osoby. Ale mimo wszystko, przeżycia z poprzednich lat, w jakimś tam stopniu była w głowie obecna.
Brat o koszmarze przypomniał. Kurwa, przepraszam za słownictwo, ale jak czytam ten fragment, to jestem bardzo mocno zdenerwowany. Nie będę tutaj tego pisał, co dokładnie brat tej dziewczyny robił, bo wszystko jest poniżej, ale to jest koszmar. Istny koszmar. Nie wyobrażam sobie nawet tak chorej sytuacji. Autorka wiadomości, do dziś nie ma kontaktu ze swoim bratem. Z bratem, przez którego znowu poczuła się zagrożona, obrazy z dzieciństwa powróciły na nowo.
I tak, jak słusznie zauważa - "To, co się stało i to, co jest w głowie, wiemy tylko My: osoby pokrzywdzone, które boją się mówić, bo ludzie wyśmieją lub popatrzą na Ciebie tak, jak Ty na siebie sam - po prostu z obrzydzeniem". Ludzie, jacy w dzisiejszych czasach są, wszyscy doskonale wiemy. Potrafią zgnoić i dobić drugiego człowieka, które oceniają po przysłowiowej "okładce". A przecież nie tędy droga. Mamy skłonność do wyśmiewania innych, nie znając ich historii w nawet najmniejszym stopniu. Natura ludzka jest czymś niedobrym. Ale to już sami wiecie.

Chodziłam do szkoły mama po mnie przychodziła i odbierała a miałam do domu 1 przystanek autobusowy ktory miał 3 min. Aż zaczęła mnie puszczać do szkoły sam na sam z siostrą Ma jest starsza o 2 lata.  Tak zakończyła się historia mojego sprawcy pedofila... ale niestety nie, czy mam 21 lat czy mam 13 czy 18 to i tak widząc Pana, faceta z okularami, kulejący z spodniami pod same piersi mam strach, że to On ...   Dzięki mamie i tej sytuacji zrozumiałam, że świat nie jest kolorowy, ale starałam się zyć a więc mama zapisała mnie na zajęcia akrobatyki tak trenowałam 3 lata aż zapisałam się na tańce i sport bardzo mi pomógł a ludzie na których trafiłam to skarb i że nie wszyscy zrobą mi krzywdę, zaczełam wierzyć w siebie, trenerka chwiliła że ma talent że jestem na dobrym miejscu, martwiła się gdy żle się czułam po prostu tak jakby rodzina tak się czułam na jednej i drugiej sali.  ale to i tak wracało bo przecież jak pewnego dnia brat zaciągnął mnie do tzw: garażu, położył mnie na łózko trzymał za rece i ocierał się o mnie wtedy znowu cąły koszmar wrócił, ten koszmar i próba do gwaltu w rodzinie próbował paręnaście razy ale pewnego dnia powiedziałam NIE! i starałam się nie przebywać w jego gronie dziś ja mam 21 lat i nie mam z Nim kontaktu i bardzo mnie to cieszy co sie z Nim dzieje nie wiem ale mam nadzieje, ze karma do niego wroci. Niestety że brat był z innego ojca a mama potrafiła go włozyc do ramki calą sprawe starałam zachować dla siebie lecz kiedyś wybuchłam i Pani psycholog powiedziałam ale to i tak nie pomogło ...  nagle sprawa ucichła brat przestał to robic! przestał się ocierac leząc na mnie- byłam szczesliwa że mam  port, taniec sama akrobatyka pomogła mi zaufać w życie, ale nadal całe wydarzenie siedzi mi w głowie bo po smierci mamy, potem taty a nastepnie dziadka  znowu moje zycie obrocilo sie o 180 stopni bo tracąc najważniejszą osobe ktora byla mama  straciłam wszytsko - DOSLOWNIE.    

To jest moja historia i sprawcy 'PEDOFILA'  to co sie stało i to co jest w głowie wiemy tylko My osoby pokrzywdzone, które boją się mówić bo ludzie wysmieją lub popatrza na Ciebie tak jak Ty na siebie sam po prostu z OBRZYDZENIEM... 

Strata najważniejszej osoby

Jak się okazuje, to nie koniec historii "M". Kilka miesięcy po 18. urodzinach, dowiedziała się, że jej mama nie żyje. Nie żyje najważniejsza osoba. Wyobraźcie sobie teraz, jaką pustkę byście czuli, gdybyście dostali taką wiadomość. A co gorsza, widzieli na własne oczy kochaną osobę, która już nie oddycha. Nie da się tego opisać. Tak samo dopiero po osiągnięciu pełnoletności, "M" trafiła na wreszcie właściwą psycholog, która jej pomogła. Bardzo pomogła. Wydaje się, że nieco późno, jednak mimo wszystko - lepiej późno niż wcale.
Ze wszystkimi przeciwnościami trzeba się mierzyć, należy spróbować żyć normalnie i robić w życiu to, co się kocha i co sprawia nam największą radość. Nie jest to prostą sprawą oczywiście. Sami przeczytajcie historię "M". Straciła ona także tatę i dziadka.
Rodzeństwo? Nie ma z nim prawie żadnego większego kontaktu. Tak też niestety jest bardzo, ale to bardzo często. I z całą pewnością znacie takie osoby, które kontakt z rodzeństwem mają minimalny, albo zerowy.
Wydaje się niektórym, że to nic, ale jednak to jest wiele.


Inna historia to strata mamy, krótsza ale jest - mama,ojczym zawsze szczesliwi ale pewnego dnia mama się zakochała w innym no cóż tak bywa, mama miała wtedy 41 lat gdy zakochała się w Panu M , z ojczymem 'tata' mieli bardzo dobre stosunki nawet Pan M z Panem P rozmawiali ze sobą wiecie no zachowali siejak dorosli ludzie to było fajne...  Moja mama zmieniła sie nie do poznania znaczy była szczęśliwsza niż zwykle nie wiem dobrze ta miłośc zadziałała a ja byłam po prostu szczesliwa a to dlatego bo mama w swoim zyciu tkwiła w związku gdzie ojciec ją bił przez 14 lat aż w końcu odszedł i miała spokoj.  A wiec mama zaczęla być z Panem M On na początku miał żone i syna ale syn już pełnoletni, mówił mamaie, ze rozwód bierze i takie tam no wiecie jak to żonaty facet, no ale wyprowadził się od zony i wprowadził sie do Nas, a że zostałam ja mama i On to było sporo iejsca dla Wszystkich... no ale omijajac tą cała sprawe, mama wyprowadzila się potem z Nim na nowe mieszkanie ja zamieszkałam z siostra no i tak wszytsko się ciagneło z pewnego dnia mama powiedziała że wraca że już z Panem M nie jest no cóż myslałam że wroci do Pana P no bo on ja ciagle kochał i był w stanie wybaczyć mamie, no ale tak sie nie stało. Mama pracowała pomimo swojej choroby,chodziła do lekarza bo miała jakiegos guza na piersi, kochała Pana M i ciagle o nim mowila, aż kilka miesiecy po zerwniu poprosiła Pana M o ostatnie spotkanie ale ten sie nie zgodził mama tak płakała przez tydzien , aż pewnego dnia miałam iś spać do chłopaka teraz już byłego, no i poszłam umowilam sie z mama na mieście na nastepny dzień, ale nie przyszła nie pojawila się , chcialam byc jak najszybciej w domu , no bo przecież mama została sama w domu, poczuła się wtedy chyba bardzo samotnie, że dzieci ktorym dała tyle zostawiły ją.  NO i tak z miasta zobaczyłam autobus pozegnałam sie z byłym już chlopakiem i poboiegłam na niego ale niestety jeden i drugi autobus mi uciekł , biegłam na 3 ale też coś sie stało że na tym przystanku nawet sie nie zatrzymł ale zawsze tam wstawał pomyslałam ze cos sie dzieje moja głowa tez tak myslala no i tak było...  do mamy przez cały dzień dodzwonic sie nie potrafiłam, nie odbierala ani nie odwaniała, az wsiadłam na miescie w autobus ktory przyjechal i jechalam tak 15 min dzowniac do mamy ale nadal cisza ... Az wysiadłam na przystanku zadzwonilam znowu 1, 2 raz 3 i 4 aż odebrał ale nie mama a brat, mowiąc mi do słuchawki: ' mama nie zyje' a ja do niego z usmiechem na twarzy odpwoiedziałam: ' nie rob se  żartów takich' i brat powtorzyl to smao:' M mama nie zyje, mama nie zyje, przyjdz tu szybko, mama nie zyje' ...  i tak szybko pobiegłam do domu a tam zobaczyłam  brata ktory uderza głowa o szafe i obok leżaća mame , zastanawiacie sie co robiłam , uspokajałam brata myślalam co mam robic ale nic innego jak pierwsza pomoc nie przyszła mi do głowy pomimo tego, że w mojej głowie było ' mamo wroc Ty zyjesz' az popatrzyłam na jej twarz jej powieka byla otwarta ja sie przytulilam i wtedy powieka sie zamkneła wiecie jak sie poczulam ?  To było pożegnanie tak pożegnała sie ze mną mama , wtedy wiedziałam ze trzeba sie wziąć w garsc brat był w stanie jakim był uspokoiłam go, kazałam mu isc do drugiego pokoju , ja zaś  zadzwoniłam do rodziny bo karetka i policja już jechała, podzwoniłam po siostrach po ciociach i dziadkac.  Aż przyjechała karetka otworzyłam oni stwierdzili zgon, potem policja to samo pytania i wgl , aż usiadłam z ratownikiem a on do mnie z pytaniem jak sie czuje a ja ?  Ja o zapytałam: ' Moja siostra jest w ciązy lepiej by tego nie wiedziła prawda'  On tylko odpowiedział tak ... 

Teraz opowiem cos co dla mnie do dziś jest szokiem mam 18 lat a nawet nie byłam , zaczynałam sie tym cieszyć byłam 5 miesiecy po 18 i teraz widzicie swoją mame martwą, nie oddycha ma sine usta , ugryziony jezyk, jest skurczona, ale nadal pachnie jest umalowana jak zwykle no po prostu przygotowala sie do tej smierci tak na prawde wiedziała że chce to zrobic i zrozumcie teraz to 
- córka patrzy , nie uroniłam ani jednej łzy widząc mame ktora już nie wróci, bierze prześcieradło mówiąc: \kocham Cie, kiedys zobaczymy sie jeszcze i bedziemy szczesliwi, ja wiem że Ty teraz jestes szczęśliwa'  i przykrywa ją tak po prostu jakby dla niej nic się nie wydarzyło, nie ma łzy na policzku ani jednym ani drugim ... Tak zabrałam przescieradło i zakryłam własną mame ale wiecie dlaczego ?  ja zawsze bylam osoba cięzko osobą ktora szła własną drogą, po prostu jak kot, zawsze gdy mama płakała ja płakałam z nią ale tego dnia już nie ja byłam ważna a rodzeństwo musiałam jako ta 18latka pomysleć i stwierdziłam , że siostra w ciązy nie może tego zobaczyć bo poroni, siostra druga nie moze tego zobaczycy bo jest słaba psychicznie i zrobi to samo, brat był pierwszy wiec jakos sobie radzi chyba.. i tak tego dnia, cała rodzina gdzie była osobno kilka dni przebywała razem. Myslicie, że Nas to bardziej połaczyło niestety nie każdy poszedł w swoją droge, no może nie każdy ale ja na pewno kontakt z siostrami mam na zasadzie ' hej, jak tam'  a z braćmi nie utrzymuje kontaktu wgl a z bratem Kr mamy w ten sam dzien i miesiac urodizny pomimo ze jest starszy o 4 lata ode mnie.   Nastepnie chodziłam do psychologa cieszyłam się bo o dzwo trafilam na Pania A ktorej zawdzieczam dużo w końcu w wieku 18 lat trafiłam na psycholog ktora mówiła od siebie lub nie mowila wgl a nie gadała do mnie zdanie w zdanie wszytsko z ksiązki,  no ale myslać że nic już Nam sie nie przytrafi po miesiącu przed samymi świetami tuz po smierci mamy zmarl tata na raka a w marcu nastepnie dziadek ...  zronowało to wszytsko na nowo moja psychikę ale jakos musiałam wziąśc się w garsc chcac nie chcąc... 

"Jednego dnia potrafię powiedzieć sobie "Jesteś piękna", a drugiego dnia czuję obrzydzenie do siebie"

Koniec końców, dziewczyna nigdy nie zapomni tego, co przeżyła. Tego nie da się zapomnieć "ot tak". Nie mieszka już w Polsce, chce żyć na nowo, ale głowa robi swoje, jak sama pisze. Zgadzam się z tym. Cieszę się, że dziewczyna nie poddała się całkowicie. Cholernie mi jej szkoda. Myślicie, że podzielenie się swoją historią jest łatwe? Nie jest. Dlatego tym bardziej dziękuję za kontakt, za zaufanie. Może ten wpis pomoże wielu osobom, które nie wiedzą, co robić, a spotkało je coś równie smutnego. Pamiętajcie, że możecie dzielić się ze mną swoimi historiami, odpowiadam na każdą wiadomość. Od tego wpisu, możecie też napisać do mnie na moim fanpage'u. Oczywiście komentarze i maile czytam nadal. Podaj dalej ten wpis, niech przeczyta go jak najwięcej osób. Takie rzeczy dzieją się często, ale nie mówi się o tym. Nie mówi z różnych powodów.
Ja życzę "M" wszystkiego najlepszego, wielu sukcesów w życiu.
Dlatego cieszmy się z tego, co mamy. Pamiętajmy, że niektórzy mają gorzej od Ciebie. Każdy z nas jest inny. Jeden da sobie radę, inny - wręcz przeciwnie. Nie rozpisywałem się zbyt dużo, nie chciałem, by słowa "M" Wam umknęły w jakimś stopniu.

To chyba bedzie tyle z złej historii, nie miałam życia usłanego różami zylismy od 10 do 10 za marne grosze. Jedna siostra dostawała wsyztsko a ja na swoje zarabiałam tanczac w zespole, ale mimo tego że musiałam nosic coś po siostrze to cieszyłam się, ze życie dąło mi tak wspaniałą mame. 

Dzisiaj jak ktoś pyta, jak sobie radze z tym wszytskim jak dałam rade przejśc przez to wszystko mysle i odpowiadam : ' jesli mama potrafiła wychowac 5 dzieci bez faceta i wychować Nas na porządnych ludzi to żeby była ze mnie dumna to ja teraz musze dac rade i siłe od niej zabrac'  Ale przyznam się, mam koszmary nie spie po nocach w nocy biegne do mamy ją ratować lub uciekam z rak pedofila, potrafie znależc się na końcu mojego pokoju klękająca jak nad cialem mamy mowiac:' jestem już z Toba'  a za chwile krzycze:' zostaw mnie'  boje się mężczyzn ale staram się nie zamykac i z Nimi przebywam po prostu staram sie zaakceptować to, że obcy człowiek mnie dotykał. 


Dzisiaj mam 21 lat uciekłam z Polski by zaczac na nowo, mam przy sobie aniola z ktorym jest różnie ale mnie rozumie.  Nadal tancze, zostalam instruktorka z czego bardzo sie cieszę, zarabiam na siebie mieszkam w pieknym domu z którego widac morze. Co do planów przez sutuacje, że straciłam mame tak na prawde z dnia na dzień daje sobie spokój z planowaniem, w moim życiu wsyztsko dzieje sie nagle i chyba tak zostanie, nie chce sie już przyzwyczajac bo boje się, że nzowu ktoś lub coś zniknie z dnia na dzień ... z dnia na dzien patrze na siebie w lustro jednego dnia potrafie powiedzieć sobie 'Jesteś PIĘKNA' a drugiego dnia czuje obrzydzenie do siebie, jestem nadal szara myszka choc z prowadzenia socialmedia wszyscy myslą że jestem szcześliwą kobietą/dziewczynką jakby nigdy nic się nie stało.  Ogląda mnie z 19tys osob na ig ale co z tego zdjęcia to zdjęcia a glowa robi swoje.

13 komentarzy:

  1. Bardzo smutna historia, chwyta za serce. Szkoda mi tej dziewczyny świetnie że napisałeś to na blogu!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra robota, powodzenia dla dziewczyny

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam takie szczere do bólu historie, ale tylko jako czytelnik. Nawet nie próbuję usiłować napisać czegoś mądrego.... bo w takich sytuacjach słowa nic nie znaczą. Świetny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  4. takie tematy trzeba poruszać, podaję dalej

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutna historia. Pamiętam, że jak byłam dzieckiem marzyłam o tym żeby mama rozwiodła się z tatą. nie chciałam żeby z nami mieszkał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy z nas ma jakieś wspomnienia. Jeden lepsze, drugi gorsze. Dzięki za komentarz :)

      Usuń
  6. Wstrząsająca historia. Kiedy wydawałoby się, że już przeżyła wystarczająco dużo bólu...
    Mam nadzieję, że jednak będzie szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń