lipca 26, 2016

Pierwsza opowieść. Powstańcze dziecko


Nigdy na moim blogu nie pojawiły się opowieści, a przecież nie takie rzeczy człowiek już pisał. Niebawem, bo za kilka dni, kolejna - już 72. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Każdy Polak musi pamiętać o tym wydarzeniu, gdzie śmierć poniosło setki tysięcy ludzi, ale polskość nie umarła. Nikt z powstańców nie poddawał się, toczyła się walka na śmierć i życie. Cześć i chwała bohaterom!

Wtorek. 1 sierpnia 1944 roku. Słońce świeciło bardzo mocno, na ulicach widać mieszkańców stolicy, którzy przygotowują się w pośpiechu do jakiegoś tajemniczego wydarzenia. Czy to jakieś święto? Zastanawia się mała, 6-letnia Zosia. Nie wiedziała, co za kilka godzin się rozpocznie. I jak zwykle, pobiegła do swojej najlepszej koleżanki, rówieśniczki, Dorotki. Dorotka mieszkała na Mokotowie. Dziewczynki w tym dniu bawiły się na ulicy swoimi ulubionymi lalkami, które przebierały i odgrywały małe role. Przed pierwszą, mama Zosi przyszła po nią, by ta zjadła obiad. Tata Zosi opuścił rodzinę kilka lat wcześniej. Jej mama nie myślała o tym, by miasto opuszczać. Choć byli i tacy, którzy z Warszawy uciekali na kilka godzin przed rozpoczęciem walk. Może tak miało być.
Zosia zjadła obiad. Ostatni obiad w spokoju, w cieple. Ostatni na długie dni.
- Mamusiu, a mogę jeszcze do Dorki? - zapytała Zosia.
- Nie, Zosieńko. Kiedy indziej się z nią zobaczysz - odpowiedziała mama.
- No dobrze. To jutro do niej pójdę. Obiecałam, że pobawimy się lalkami i będziemy malowały obrazki.
Godzina 16-ta. Godzina od wybuchu powstania. Na ulicach coraz więcej haosu i stresu. Ludzie biegają na prawo i lewo, stawiane są barykady, blokowane drzwi i okna. Szpitale przygotowują miejsca, kopane są schrony przeciwlotnicze. Ludność cywilna sama jednak do końca nie wie, co będzie miało tak naprawdę miejsce w ich ukochanej Warszawie. Wojna trwała prawie już pięć długich, strasznych lat. Po co komu dalsze bitwy? - niejeden się zastanawiał.
Mama Zosi nakazała jej, by ta udała się z nią do piwnicy. Dziewczynka posłuchała. W środku było sporo ludzi, modlących się i odliczającym czas.
- To koniec. Już po nas - mówi jedna z mieszkanek Starego Miasta.
Punktualnie godzina 17-ta. Donośny dźwięk syren alarmowych było słychać w każdym zakątku Stolicy. Rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Była to tak zwana "Godzina W". Dzielni powstańcy ruszyli na okrutnego okupanta niemieckiego.
- Mamo, co to za strzały? - pyta coraz bardziej przerażona i zdezorientowana Zosia.
- Spokojnie, cichutko. Nie bój się - nie odpowiedziała do końca jej mama.
A strzałów było coraz więcej. Niektórzy ludzie, zaczęli uciekać z piwnicy, tak działała na nich adrenalina. Uważali, że tutaj nie będą bezpieczni. Niestety, wielu w ten sposób straciło życie. Niemcy bez litości strzelali do wszystkiego, co się ruszyło. Mimo sporych zapasów żywnościowych, przebywające tam osoby, wraz z Zosią, zaczęły coraz bardziej odczuwać głód. W kolejnym dniu strzały były już centralnie na Starym Mieście. Po ciężkich walkach, udało się zająć powstańcom ten teren.
- Ile to wszystko jeszcze potrwa, do cholery? - pytała mama Zosi jednego z dowódców Polskich.
- Niech się panienka nie boi. Za kilka dni będziemy się radować - odpowiedział i poszedł dalej.
Zosia powoli zaczynała zauważać, co się dzieje. Chciała iść do Dorotki. Wiadome było, że żołnierze i cywile zdobyli Dolny Mokotów, ale czy mała Dorotka żyła? Tego nie wiedział nikt.



5 sierpnia 1944 roku, sobota. Powstańcy odbijają Wolę, lecz niemcy przeprowadzają kontratak. Okupant dąży do odcięcia Starego Miasta od Śródmieścia. Miejsce mają mordy na ludności cywilnej. Śmierć poniosło 40 tysięcy mieszkańców.
Po kilku dniach smutna już Zosia, zrobiła się jeszcze bardziej smutna. Jej mamie udało się dowiedzieć, że Dorotka wraz z rodzicami zginęła podczas nalotu Mokotowa. Nie mieli większych szans. Zosia nie mogła w to wszystko uwierzyć, płakała cały czas, a pocieszała ją mama. Jeszcze kilka dni wcześniej ze swoją najlepszą koleżanką bawiła się lalkami, teraz wie, że już nigdy tego nie powtórzy. A Powstanie trwało nadal. Ginęli kolejni ludzie, brakowało zapasów, leków. Ludzie żyli chwilą. Nie wiedzieli, co będzie za chociażby godzinę. Do Stolicy wkroczyli Bolszewicy. Polacy myśleli, że to oznacza coś dobrego. Niestety, mylili się. W następnych dniach Zosia miała coraz mniej sił, tak jak większość ludności cywilnej. Na ulicach leżały setki ciał, budynki były zniszczone przez naloty i zrzucane bomby. Niektórzy sami popełniali samobójstwa, nie chcieli, by dopadli ich okupanci. Woleli zginąć z własnej ręki.
Zosia wraz z mamą cały czas przebywała w Starym Mieście. W dniach 1-2 września 1944 roku, w ich dzielnicy doszło ponownie do krwawych walk. Do piwnicy wrzucono kilka granatów. Mama zdążyła przerzucić w dalszą część piwnicy małą Zosię, lecz niestety sama zginęła. Mroczne realia wojny były bardzo bolesne dla Zosi. Nagle straciła najlepszą koleżankę i mamę. Dla dziecka to cios w sam środek serca. Nie wiedziała, jak się odnaleźć w tym wszystkim, co ją otacza, co się dzieje. Stare Miasto upada 2 września. Zosia mimo, że nadal mała, podświadomie wie, że musi uciekać. Szukać nowego miejsca dla siebie. 

Trafiła na doszczętnie zniszczony Mokotów. Dzielnicę Dorotki. Widziała pod gruzami przysypaną pyłem lalkę. Tę samą, którą się jeszcze 1 sierpnia bawiła. Teraz Zosia była już innym, bardziej dojrzałym dzieckiem, które zostało samo na środku strasznej i krwawej wojny. Pod koniec września Zosia była bliska śmierci, ale w ostatniej chwili schowała się przed strzałam niemców. W tym czasie, powstańcy nie dali rady obronić Mokotowa. Ludzie nie mieli już sił, byli wycieńczeni, stracili całe rodziny, zostali kalekami. Coś, co miało trwać raptem kilka dni, trwało naprawdę 63 długie i mroczne dni. I mimo, że bohaterka tej opowieści, Zosia, przeżyła, to realia wojny dopadły ją. Została po Powstaniu adoptowana, ale zawsze pamiętała o swojej mamie i najlepszej koleżance.

Powyższa opowieść miała pokazać, jak straszna była wojna. Okupanci nie liczyli się z ludzkim życiem. Niezależnie, czy były to emeryci, czy małe dzieci. Dlatego nigdy nie zapominajmy o naszej historii. Nigdy. Dzięki walecznym Polakom, możemy dziś żyć w spokojnym kraju.

Sami oceńcie moją pierwszą opowieść. Dajcie mi znać, czy mam próbować od czasu do czasu pisać inne opowieści.

13 komentarzy:

  1. Świetnie napisane! Jestem pod wielkim wrażeniem! Czekam na kolejne posty tego typu :)

    Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dziękuję za miłe słowa :) dodają mi motywacji do jeszcze lepszego pisania :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Bardzo piękna opowieść :) Świetnie piszesz, więc jeśli tylko masz ochotę - pisz tego typu posty dalej :) Napisałeś na bardzo ważny temat. Bardzi interesuje mnie temat Powstania Warszawskiego, więc tym bardziej opowieść ujęła moje serce.

    https://z-igly-widly.blogspot.com/

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie, na pewno pojawi się więcej opowieści na moim blogu :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Fajnie, że mozna chociazby w internecie spotkac kogos, kogi jeszcze takie tematy interesują:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię tematykę historyczną, a zwłaszcza II wojny światowej :) dziękuję za miłe słowo :)

      Usuń
  4. Nie wierzę. Sam napisałeś tą opowieść? Jestem pod wielkim wrażeniem. Naprawdę, chciałabym żeby dużo osób to przeczytało, zamiast od razu komentować. Będąc w muzeum Powstania Warszawskiego nauczyłam się wiele o tym powstaniu i zachęcam gorąco żebyś kiedyś się tam udał (choć nie wiem czy może już nie byłeś). Ta opowieść tak samo mnie poruszyła, jak kiedyś oglądałam "Chłopak w pasiastej piżamie"- chyba tak się nazywał ten film. Coś pięknego i licze na więcej takich opowieśći.
    pozdrawiam xx
    in-the-white.blogspot.com

    PS: Jak będziesz wybierał się do muzeum do gorąco polecam przewodnika- Jacek Kałużny. Miałam to szczęście, że akurat na niego trafiłam. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Muzeum Powstania Warszawskiego nie byłem, choć na pewno się tam wybiorę :)
      opowieść napisałem sam, dziękuję za obszerny komentarz, naprawdę motywujące słowa. Powinno takie wpisy czytać jak najwięcej osób. Pamiętajmy, co chociażby te 70 lat temu działo się w naszym kraju.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Opowieść ujęła moje serce! Szkoda, że nie dałeś więcej szczegółów po śmierci mamy Zosi bo bardzo byłam ciekawa jak Zosia sobie poradziła [ze szczegółami].Ale i tak super! Czekam na nowe opowieści, zaobserwuję twój blog - bardzo ciekawy ;)
    Pozdrawiam i zapraszam
    http://believeedreamss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowo :) na pewno nowe opowieści się pojawią :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Super opowiadanie. Wgl super pomysł... Bardzo się cieszę, że ludzie wciąż pamiętają. I pośród tej młodzieży, dla której (nie dla kazdego, ale jakiejś części) najważniejsze jest bycie tumblr, to dobrze, ze dla innych istnieje jeszcze takie coś jak prawdziwe, najwspanialsze wartości. Pamiętając, oddajemy czesc tym, którzy polegli. Zresztą nie tylko im: wszystkim! Wszystkim tym, którzy walczyli i byli gotowi oddac swe zycie za Polskę! <3
    Jeśli chciałbyś zajrzec, prowadzę bloga o tematyce wojennej, zapraszam ;)
    http://pieknimlodzi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętajmy! Szkoda, że właśnie niektórzy ważne wartości mają gdzieś, ale cóż... cieszmy się, że są nadal osoby, które znają historię i dbają o to, aby pamięć o naszym kraju nigdy nie umarła. Dzięki za komentarz i oczywiście zajrzę na bloga :)

      Usuń
    2. Nie ma sprawy ;) trzeba przekazywac innym siłę i wiedzę na temat historii naszego kraju... Póki co, na razie sama dowiadywałam się o wydarzeniach z czasów wojny od rodziców, dziadków, z telewizji, książek i internetu...

      Usuń