Opowieść trzecia: Dlaczego mnie nie kochasz?


Już jakiś czas nie było żadnych opowieści na moim blogu, dlatego też macie możliwość lektury trzeciego opowiadania w historii "LBPW", mam nadzieję, że spodoba się Wam przynajmniej tak samo, jak dwa poprzednie. Nie zabierając już czasu, czytajcie, komentujcie, jeśli chcecie dzielcie się tym tekstem. Czy ma on w sobie ukryte tak zwane "drugie dno"? Tak, na pewno. Musi mieć, ma dawać refleksje. Po jego przeczytaniu wyciągnijcie kolejne wnioski. A teraz po kawkę, herbatkę, ciastko i delektujcie się tym, co Wam przygotowywałem w pocie czoła. Aha, moim bohaterem jest tym razem przedstawiciel płci męskiej.


To był piękny, letni dzień. Byłem akurat w parku, osiemnastoletni gówniarz z dziewiczym wąsem i czapką z daszkiem z logo ulubionego klubu piłkarskiego. Karmiłem kaczki, łabędzie i inne ptactwo. Bo Pan Bóg kazał się przecież dzielić. I jakoś nigdy nie miałem (i nie mam wciąż) z tym problemu. Akurat zerowałem worek z rozdrobnionym pieczywem i spotkałem ją... Cudowną, niesamowitą dziewczynę w ciemnych włosach, niesamowitym blasku w oczach i pięknym ciele.
- Coo? Ona idzie w moją stronę. Ogar, ogar. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy...
I usiadła na ławce, na której sam miałem niebawem usiąść. Ale najpierw musiałem ogarnąć zlepek cholernych, skaczących po mojej głowie myśli. To było dziwne. Puls przyspieszył, ton głosu zmienił się, gardło jakoś śmiesznie "zacisnęło". Ale nie, odwróciłem się i usiadłem. Najpierw na drugim końcu ławki, ale po kilku zastanowieniach się, przesunąłem swoje ciało o kilka centymetrów bliżej od ciała tej intrygującej, czarującej istoty, której imienia nawet nie znałem. Odważyłem się nie być "męską cipką", wyjść z tego syfu i przedstawiłem się jej. I wiecie co? Było super! Naprawdę. Czemu przez te siedemnaście wcześniejszy lat bałem się lub wstydziłem zrobić to, co nic mnie nie kosztuje, a potrafi dać takiej pozytywnej energii, coś nowego, ale jakże pozytywnego? Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć. Byłem zamknięty w klatce. Ale okazuje się, że ta cała klatka była tylko w mojej głowie. Dostrzegłem to w ciągu kilku śmiesznych minut. Siedemnaście lat w pięć minut? O tak. Poznałem jej imię. Imię, którego jednak Wam nie podam. Dlaczego? Po prostu nie widzę takiej potrzeby. Może lepiej będzie mówić "Pani Tajemnicza"? No i rozmawialiśmy i rozmawialiśmy. Aż wreszcie wymieniliśmy się nawet numerami telefonów. Pożegnaliśmy się i udaliśmy w swoje strony. Ja na lewo, ona - na prawo. Kurczę, jaki ja wracałem radosny do domu! Jak nigdy wcześniej. Nic mnie dotąd tak nie ucieszyło. Nie mogłem przestać myśleć o tym spojrzeniu, o tym głosie delikatnym i tych włosach, które zdawały się mówić ulotnie do mnie, ale i czule: "Pragnę właśnie Ciebie, chłopaku z dziewiczym wąsem i czapką z daszkiem z logo ulubionego klubu piłkarskiego". Tak się rozmarzyłem. Patrzałem na tą kartką z numerem jej telefonu i... zasnąłem. Nie, nie z nudów. Z czystego zmęczenia.

Nazajutrz, gdy już wstałem, nadal szczęśliwy jak dzieciak, który dostał parę złociszy na słodycze, poszedłem sobie zrobić śniadanie. Była akurat sobota, nie miałem szkoły. A lekcji z polskiego czy matmy i tak odrabiać mi się nie chciało. Słyszę drapieżny dźwięk dzwonka. Tak, to mój telefon! Dzwoni... "Pani Tajemnicza"!
- Tak, słucham? - spytałem grzecznie
- Cześć. Słuchaj, masz może czas dzisiaj, około trzeciej? - usłyszałem
- Aaa... wiesz, że mam?
- O, to super! Widzimy się tam, gdzie wczoraj. Papatki.
- Dobrze. Będę na pewno.
Koniec rozmowy. Znalazłem w sobie jeszcze więcej energii do działania, niż po wczorajszym "widzeniu". Ogarnąłem się, zlepek myśli tym razem też wiedział, jak ma się zachowywać i wyszedłem w umówione miejsce, nawet przed czasem byłem. Równo o trzeciej pojawiła się ona. Wręczyłem jej bukiet pięknych, dorodnych, czerwonych róż. Bardzo jej się spodobały. Nawet była lekko zaskoczona, że odważyłem się na taki, jakby nie patrzeć, romantyczny krok. Ale wiedziałem, że to ktoś, przy kim nie mogę spierdolić nawet najmniejszego detalu, bo będzie pozamiatane. Nie usiedliśmy już na ławce. Poszliśmy na spacer wokół malowniczego jeziorka. Słońce trochę zmalało, nie grzało już jak w saunie. "Pani Tajemnicza" nagle powiedziała, że musi mi coś wyznać. Odparłem, że nie ma problemu, zawsze ją wysłucham, choćby nie wiem co. To, co mi powiedziała, zatrzymało mi niemalże oddech. Tak, dobrze myślicie. To tradycyjne i schematyczne już, ale jednocześnie piękne przez swoją prostotę "Kocham Cię!". Nie wierzyłem. Taki lamus z wąsem i czapką usłyszałem takie coś od niesamowitej dziewczyny, o której marzy połowa starszych ode mnie mięśniaków? To było - z początku - nie do ogarnięcia. Ale później stwierdziłem, że cuda się zdarzają i wszystko jest po prostu możliwe. Zacząłem w siebie wierzyć. Pierwszy raz w życiu. Ze zwykłego szaraka piąłem się coraz wyżej i wyżej. Może to za szybko? Możliwe, że... tak. Co powiedziałem "Pani Tajemniczej"? Że też ją kocham. Pocałowała mnie. Wsadziła mi język w usta. Dla prawiczka, który nawet nie dotknął kobiecego ciała, to było fantastyczne. Może też takie było, bo ona znała się na rzeczy. Pomyślałem, że takie dziewczyny to umieją. Tak dobrze, jak ja narzekać. To wszystko trwało może jakieś 40-50 sekund. Oddałem się przez te sekundy w pełni jej, zamknąłem oczy i wędrowałem w nowym, nieznanym mi dotąd, świecie. Pierwszy pocałunek w życiu. Taki cudowny. Chcę więcej!

Przez kolejne dni, widywaliśmy się bardzo często. Nie myślałem o niczym innym. Szkoła, randka. Szkoła, randka. Tak to wszystko wyglądało. I w sumie - podobało mi się. Miałem w końcu dziewczynę. I to na dodatek nie jakąś tam zwykłą. Kochałem ją, a ona kochała mnie. Nasze uczucie rosło. Zaczęliśmy uprawiać seks. Ogarnąłem szybko te tematy. Mam nadzieję, że "Pani Tajemniczej" było dobrze, bo mi bardzo. A, nie miałem już tego pizdowatego wąsa i zrytej czapki z daszkiem. Miałem dziewczynę, dla której mógłbym zmienić wszystko. Także swój image. I w kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach byliśmy razem. Fakt, zaniedbałem nieco szkołę i naukę, ale to nic. Wtedy myślałem inaczej. I może nawet dziwacznie.
Wszystko było pięknie, aż nagle. Tak szybko, jak mnie pokochała, tak równie szybko spławiła. Nagle, ot tak. Bez jakiegokolwiek powodu. Zadzwoniła i powiedziała, że to koniec z nami, mam do niej nie przychodzić, że mnie "nie kocha".
- Dlaczego mnie nie kochasz? Co jest?
- Odwal się ode mnie, lamusie! Chcesz wiedzieć, dlaczego nie chcę z Tobą być? Chcesz?
- Noo, tak...
- Zrobiłam wszystko specjalnie. Zaczepić i poderwać jakiegoś debila. Akurat padło na Ciebie. Nigdy nie kochałam Ciebie i nie będę kochać. Co najwyżej mogę splunąć w Twoją stronę. Bo jesteś nikim. Słyszysz? Niikiim. Myślisz, że taka laska byłaby z takim czymś, jak Ty? No bez jaj... Nara.
I tak nagle osłabłem. Czułem się tak, jakby ktoś mi wbił nóż. Prosto w serce. To było dla mnie trudne, bolesne. Dla chłopaka, który całe życie był samotny i niekochany, a także wyzywany i obrażany, to było za mocne. Chciałem sobie coś zrobić. Skończyć to. Ale coś mnie powstrzymywało za każdym razem. I tego nie zrobiłem. Stwierdziłem, że czas skończyć przejmować się kimś takim, jak ta... nie powiem, kto. Nadal jestem sam. Ale szczęśliwy. O tamtej sytuacji już nie pamiętam i nie chcę pamiętać. Ale... Dlaczego mnie nie kochasz?...
Podsumowanie:
Tak doszliśmy do końca. Mam nadzieję, że się nie nudziliście, a kawa smakowała Wam tym razem szczególnie. Jaki morał z tej opowieści? Większość musicie znaleźć sami. Ja napiszę tylko: nie ufaj nikomu. I nie wchodź w związek tylko dla "zajebistości". Nie krzywdź innych. Jesteś sam lub sama? Trudno. Może tak ma być, a kiedyś znajdziecie swoją miłość? Ale miłość szczerą. Im później wchodzisz w swój pierwszy związek, tym większe szanse, że to będzie miłość mocna. Mocniejsza, niż wszystkie inne dookoła. Wiadomo (tutaj znowu się powtórzę, ale cóż): Chcemy kochać i być kochanym, ale pewnych spraw nie przeskoczymy w kilka minut, tak nagle. Żeby nie było - to opowiadanie to nie moja kartka z pamiętnika. Mam taką wenę, że napisałem taką historię. Kawa wypita? Fajnie. Teraz zostaw swój komentarz, napisz maila (patrz: KONTAKT), aby nieco mnie zmotywować do dalszego pisania. I życzę Wam wszystkim - bez wyjątku - samych pięknych chwil w związkach. Miłość to piękne uczucie, ale nie każdemu jest dane je poczuć.

Komentarze

  1. Bardzo smutne zakończenie. Choć czytając początki wydawało mi się, że już takie będzie. To było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe, choć nie twierdzę, że nie możliwe. :) Z podsumowaniem się zgadzam i dodam, żeby niczego na siłę nie szukać. Miłość przyjdzie sama. Wiem z własnego doświadczenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukanie na siłę, nie ma żadnego sensu :) tak, jak piszesz - miłość przyjdzie sama :)

      Usuń

Prześlij komentarz